Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Czas nie leczy ran...
"Trzeba, żeby z czyjegoś powodu bolało serce. Dziwne, ale bez tego życie jest puste." Wasilij Rozanow
O m n i e


Dodaj do Ulubionych
Strona Główna
K s i ę g a

Ksiega Gości
Dodaj do Księgi


A r c h i w u m

2009
Październik Frustracji
Czerwiec Niepokoju
Maj Melancholii



F a v s




L i n k i





powered by Cloe & blog4u




















Czas nie leczy ran...


Wiem, że zaniedbałam bloga. Po ostatnim spotkaniu z Adrianem zaczęłam mieć nadzieję, że wszystko się ułoży. Zdecydowałam się na wyjazd do Krakowa. Szybko zresztą zaczęłam tego żałować.
Wróciłam jeszcze bardziej rozbita i przygnębiona. Nie chciało mi się żyć, nie miałam już siły, żeby cokolwiek zrobić. Ostatnie dni wakacji spędziłam zupełnie sama, leżąc po ciemku w swoim pokoju i słuchając muzyki. Myśl o tym, że we wrześniu będę musiała wrócić do szkoły i do tych wszystkich ludzi jeszcze bardziej mnie dobijała. Gdy tylko rodzice wspominali coś o szkole dostawałam bólu brzucha. Mama zauważyła, że coś jest ze mną nie tak i wysłała mnie do lekarza rodzinnego. Pani doktor zadała mi wiele pytań i ostatecznie stwierdziła, że na takie objawy mogą poradzić tylko jakieś środki uspokajające i antydepresyjne.
Wyszłam z jej gabinetu i zgodnie z jej zaleceniami kupiłam w aptece Deprim.
W szkole jestem zupełnie samotna. Dlatego wróciłam do pisania bloga. To jedyne miejsce, gdzie mogę powiedzieć, co trapi moją duszę. Tylko tutaj mogę się wyżalić i zostać wysłuchana.
Spisywanie własnych przeżyć pomaga mi bardziej niż jakiekolwiek pigułki...
Moje wakacje... jak kiedyś wspominałam- tragedia. Doradzaliście mi, abym pojechała i tak właśnie zrobiłam. Moi rodzice trochę naciskali, mówił, ze to może wpłynąć na moją przyszłość itd. Sprzeciwiałam się ( przynajmniej na początku), ale moje argumenty nie miały większego znaczenia. Właściwie to nawet nie miałam z kim jechać. Z początku przyjaźniłam się z Klementyną i poza nią świata nie widziałam, potem nie miałam o czym rozmawiać z koleżkami z trupy- wolałam czytać.
Tak jak planowano wyjechaliśmy 13 lipca około godziny 6.00. Jak zwykle siedziałam sama- dobra, miałam być sama, ale dosiadła się do mnie ta Sylwia. Ona jest przyjaciółką Klementyny, razem chodzą, plotkują, spiskują i dodają mojemu życiu szczyptę goryczy. jakby tego było mało za nami usiadła Klementyna we własnej osobie i... Adrian.
Przez całą drogę musiałam wysłuchiwać głupkowatych anegdot z jej życia- nie rozmawiała ze mną lecz po prostu głośno opowiadała je sąsiadce z autokaru.
Całą drogę patrzyłam się w okno, czytałam, a potem słuchałam muzyki- dość krótko, bo Sylwia stwierdziła, ze jestem za głośno i nie podoba jej się gatunek jakiego słucham.
Wieczorem już byliśmy w pensjonacie, który znajdował się na Prądniku Białym- takie krakowskie osiedle.
Pierwszy tydzień wyjazdu to był koszmar. Choć wszystkie zajęcia były świetne, to w czasie wolnym musiałam sama zwiedzać starówkę, sama jadłam kolacje, a wieczorami siedziałam w pokoju hotelowym, który musiałam dzielić z Natalką i Martą. Dziewczyny były całkiem miłe, ale miały swój własny, niedostępny dla mnie świat, do którego nie zamierzały mnie wpuścić. Przyjaciółki wszędzie chodziły razem i raz nawet zapytały mnie, czy nie chcę z nimi iść na miasto, ale odmówiłam. Czułam, że wcale nie pragną mojego towarzystwa, pytają tylko z czystej grzeczności, a może raczej litości.
W poniedziałek miały się odbyć zajęcia z mimiki i dykcji z logopedą z teatru im. Juliusza Słowackiego. Mieliśmy się spotkać o 16 w holu pensjonatu, żeby całą grupą wyjść do sali wynajętej kilka ulic dalej w jakimś centrum bankietowym. Miałam jeszcze trochę czasu, więc poszłam do pokoju, żeby poczytać w spokoju książkę, ale coś mnie tknęło i zeszłam wcześniej na dół. Jak się dowiedziałam od recepcjonistki, moja grupa wyszła ponad pół godziny temu. Znałam adres pod który miałam się udać, ale i tak dotarcie na miejsce zajęło mi zbyt dużo czasu i gdy wreszcie odnalzałam właściwą salę, okazało się, że spotkanie dobiega końca. Usiadłam na ostatnim wolnym krześle i po raz kolejny czułam się jakbym znowu wszystko popsuła. Klementyna i Sylwia chichotały w najlepsze naprzeciwko mnie, pefidnie na mnie patrząc. Tylko w spojrzeniu Adriania dojrzałam współczucie, ale tylko przez chwilę, bo szybko odwrócił głowę. Było mi tak przykro, że wszyscy o mnie zapomnieli. Nawet pani Halina, która przed każdym wyjściem liczyła nas, by się upewnić, że nikogo nie brakuje.
Po powrocie do pensjonatu nie wytrzymałam. wszyscy wrócili do swoich pokoi, a ja nie chciałam słuchać wesołych rozmów moich współlokatorek . Wyszłam z pokoju i usiadłam na klatce schodowej i zaczęłam…płakać - musiałam się obawiać, że ktoś to zobaczy i zaraz wygada, bo ta cześć hotelu nie była zajmowana przez naszą grupę. . Nie przejmowałam się niczym, siedziałam i rozmyślałam. Nagle usłyszałam czyjeś kroki i szybko wstałam. Za mną stał Adrian, widział, że płakałam, zapytał, co było powodem moich łez.
Nie chciałam się rozkleić, ale mimo wszystko moje emocje były silniejsze- ponownie się rozpłakałam i usiadłam na schodach, ku mojemu zdziwieniu on przysiadł się do mnie i zaczął pocieszać. Położył rękę na moim ramieniu, a drugą ocierał moje łzy spływające po policzkach. Mimo tego, że płakałam czułam się wyjątkowo… tak inaczej, otulona wewnętrznym ciepłem i pełna jakiejś radości.
Niestety, jak się później okazało tą całą scenę obserwowała z wnętrza korytarza Sylwia ,która powiadomiła o tym Klementynę.
To co później się działo było jak scena z taniej komedii. Klementyna jak zwykle postanowiła się na mnie zemścić i mnie zniszczyć. A najgorsze jest to, że kiedy znów zaczęłam wierzyć, że znów mogę się przyjaźnić z Adrianem, on zachował się jak ostatni tchórz, i stał z boku, niczego nie prostując swojej "uroczej" dziewczynie.
Nie mam siły o tym pisać. Te wspomnienia są zbyt intensywne, by do nich powracać. Ale na pewno jeszcze do tego wrócę na blogu. Wyrzucanie z siebie negatywnych emocji bardzo mi pomaga.




Angst Elverine 01.10.2009 [Powrót] wypowiedz swoje zdanie



Współczuję wakacji... to musiało być okropne tak przeżyć wakacje. Ja tak źle nie miałam chyba nigdy. Często się zdarza, że mnie ludzie ignorują, ale nie aż tak.

Mogłabym Ci doradzić jedną rzecz. Znajdź sobie takie zainteresowanie, gdzie będziesz mogła zacząć od nowa, np szkoła językowa, taniec, szkoła muzyczna (jak u mnie). Gdy w zwykłej szkole nie miałam przyjaciół, w muzyku znalazłam sobie bliskich, z którymi mam wspólne zainteresowania. W ten sposób znajdziesz ludzi z wspólną pasją. Tacy będą Cię wspierać i rozumieć!

Nie wiem, czy moja rada na coś się zdała, ale naprawdę warto spróbować. Może i za dużo czasu się nie ma, ale taka odskocznia od rzeczywistości i lekcji jest potrzebna!

Życzę, żeby się ułożyło wszystko i pozdrawiam ślicznie :)
Muziasta 08.10.2009
| brak www IP: 85.193.229.123

Przeczytałam Twoją historię od początku do końca ze dwa razy.
Czuję się bezsilna... Może zdziwi Cię to, co teraz powiem, ale chciałabym Ci w jakiś sposób pomóc. Może z tego względu, iż miałam identyczną sytuację jak Ty... Nikt mi nie pomógł. Nie porozmawiał. Z wszystkim musiałam sobie dawać radę sama. Tak czy inaczej, współczuję Ci z całego serca. Wierzę w Ciebie. Po Twoich notkach można stwierdzić, że jesteś silną osobą. Dasz sobie radę, nawet sama. Zaufaj tylko sobie. Zaufaj swemu sercu - nigdy nie powinno Cię zdradzić, a wszelkie niepowodzenia mogą stać się czymś, co właściwie nie ma głębszego sensu.
Wiem jak się czujesz... Znam ten ból.
Może powinnaś poczekać?
Tak pozatym - Prądnik Biały, jedna z moich ulubionych dzielnic. Często się tam przechadzam...
Pozdrawiam serdecznie.
Bellie 03.10.2009
| brak www IP: 77.255.139.54